jestem falą tańcem śmierci gwiazd drganiem oddziaływań jestem rzeką w wielowymiarowej przestrzeni iluzji percepcji jestem oceanem znaczeń fragmentem abstraktu całości jestem...
środa, 13 lutego 2013
sobota, 29 września 2012
Strzeżenie
Póki demony będą strzec nauk Buddy który się ich ani nie słuchał (przynajmniej do tego dążył), a opierał się nie reagując na ich zaczepki, póty o oświeceniu w niektórych regionach świata będzie można tylko pomarzyć.
Interpretacje wszak będą działać na korzyść przekazujących nauki ...demonów.
Budda i Mahakala? Kto to wymyślił? Kiedy? Kto powiązał posążki i kult formy z buddyzmem? Nie ma to jak strzegące nauk Buddy demony. Strzegą ich tak dobrze, że nikt ich nie poznaje. Łącznie z wszelkimi Karmapami kultywującymi tradycje wiary w demony i wiarę w to, że działają na korzyść ludzi.
Interpretacje wszak będą działać na korzyść przekazujących nauki ...demonów.
Budda i Mahakala? Kto to wymyślił? Kiedy? Kto powiązał posążki i kult formy z buddyzmem? Nie ma to jak strzegące nauk Buddy demony. Strzegą ich tak dobrze, że nikt ich nie poznaje. Łącznie z wszelkimi Karmapami kultywującymi tradycje wiary w demony i wiarę w to, że działają na korzyść ludzi.
Zapewne całkowicie przypadkowo, jak zwykle, po napisaniu tego tekstu u rodziców gruchnęło, wywaliło bezpieczniki i zepsuł się odkurzacz. Ojciec przyszedł pożyczyć ode mnie mój.
Demony.
Też coś.
Niczego nie uszanują.
Najwyraźniej opinie na temat nauk buddyjskich można wypowiadać tylko jeśli ma się absolutne obojętne podejście do stanu własnego posiadania i do życia i zdrowia swojego i otoczenia (czyli nie ma się potrzeby wiary że coś może zaszkodzić) - co wiąże się zapewne z pustelniczym życiem w oddaleniu od wszystkich - bo wszak demony strzegące nauk buddy zadbają o to by żadna się nie wydostała na świat i zadbają by ten kto mógłby je wypowiadać był przekonany że nie może nic zrobić, lub by istnieł w ciągłym lęku przed tym, że coś zaszkodzi jego rodzinie - by ich nauki i nauki ludzi pod ich wpływem dalej miały swoje panowanie.
Wzdech.
No aż żal Buddy po prostu.
Demony.
Też coś.
Niczego nie uszanują.
Najwyraźniej opinie na temat nauk buddyjskich można wypowiadać tylko jeśli ma się absolutne obojętne podejście do stanu własnego posiadania i do życia i zdrowia swojego i otoczenia (czyli nie ma się potrzeby wiary że coś może zaszkodzić) - co wiąże się zapewne z pustelniczym życiem w oddaleniu od wszystkich - bo wszak demony strzegące nauk buddy zadbają o to by żadna się nie wydostała na świat i zadbają by ten kto mógłby je wypowiadać był przekonany że nie może nic zrobić, lub by istnieł w ciągłym lęku przed tym, że coś zaszkodzi jego rodzinie - by ich nauki i nauki ludzi pod ich wpływem dalej miały swoje panowanie.
Wzdech.
No aż żal Buddy po prostu.
sobota, 22 września 2012
środa, 30 maja 2012
środa, 15 lutego 2012
Zupa z twardzioszków czosnaczków
Skład:
Po usłyszeniu że kipi i wylaniu poza garnek 1/3 zupy wraz ze sporą częścią zielska - to co zostaje w kawałkach musi być już tylko twardzioszkiem czosnaczkiem skoro nie opuściło garnka z ukropem - dodać masło i gotować bez przykrywki około 10 minut.
- zupa pieczarkowa w proszku "jak u mamy" Winiary - 1 paczka.
- woda - jakieś 2 i 2/3 szklanki o pojemności około 200ml
- duży ząbek czosnku
- oregano - szczypta
- kminek - szczypta
- koperek - szczypta
- natka pietruszki - łyżeczka na oko
- masło - czubata łyżka na oko
- garnek
- przykrywka
Po usłyszeniu że kipi i wylaniu poza garnek 1/3 zupy wraz ze sporą częścią zielska - to co zostaje w kawałkach musi być już tylko twardzioszkiem czosnaczkiem skoro nie opuściło garnka z ukropem - dodać masło i gotować bez przykrywki około 10 minut.
niedziela, 12 lutego 2012
Forma
i
z
szeptaniem ciszy lisią
zaklętych snów maską
pajęcza myśl liczy
owija ofiarę słowa
siecią słowa listu
oddechem mroku
zimy tańca
co myśli
lśni wieczności snów
tu umykających
na darów
dnie ciszy
kryształem zawartych
zadanych jadów wrotach ułudy
============================================
============================================
środa, 8 lutego 2012
L4
Przeziębiłem się i od poniedziałku mam L4, tabletek za 84 zeta i półsenne noce z zapchanym nosem.
Poniedziałek minął spokojnie.
Wtorek - brak neta po tym jak w nocy padło zasilanie i serwery. Zdechł DNS. Konfiguracja rutka. Praca zdalna.
Środa - rekonfiguracja ksera - po podłączeniu HDD w piątek przez serwis, zaczęło wysyłać komunikaty informacyjne na adres poprzedniego właściciela. Praca zdalna.
Czwartek - ?
Piątek - ?
Poniedziałek minął spokojnie.
Wtorek - brak neta po tym jak w nocy padło zasilanie i serwery. Zdechł DNS. Konfiguracja rutka. Praca zdalna.
Środa - rekonfiguracja ksera - po podłączeniu HDD w piątek przez serwis, zaczęło wysyłać komunikaty informacyjne na adres poprzedniego właściciela. Praca zdalna.
Czwartek - ?
Piątek - ?
sobota, 21 stycznia 2012
Senność
taneczny korowód znika
w blasku nocy
pomocy
ach pomocy
gdzie siniec
szczyci się Rafaela
merkuriusza blazą
z odrazą
Klio na świat spogląda
i łamie harfy
i niszczy hafty
i zamyka oczy
ipn się droczy
a muzy tańczą
tańczą
tańczą
w odwiecznym szaleństwie dziejów
ludzi
myku myk
opada kurtyna
wznosi się suflera kpina
patosem zmarłych
czynów
zapomnienia
jestem martwy
a żywy
kim jestem
cieniem siebie
zapomnieniem
wspomnieniem
duchem
przegranych świąt
hazardem losu fortuny
autorem
zmowy
alefie roboczy ludu
co kamień swój toczysz
opada
opada
opada
wina sąsiada
lepsze niż własne
słowa
zmowa
ach ta zmowa
dotknięciem mocy
z procy
upada
Goliata
szmata
figowa
i pokazuje
martwotę
uczuć
nagość brzasku
koniec początku
środa, 7 grudnia 2011
Drukpa Kunley
4. O TYM, JAK DRUKPA KUNLEY WALCZYŁ Z DEMONAMI BHUTANU
W międzyczasie Drukpa Kunley przybył z Nangkatse, aby odszukać swoją strzałę. Przekroczył przełęcz Phari Tremo-La i zszedł do południowych dolin, prawdziwego schronienia ludzi. Pomiędzy Phari a Paro, przy skale Wodo, napotkał kilku obozujących tam podróżnych, i zapytał, czy może przyłączyć się do nich na noc. Wskazali mu wejście do jaskini. Zanim usnęli, usłyszał ich mamrotanie: "Miej litość nad nami, Panie Demonów Wodo."
Zanim Lama usnął, powiedział do siebie: "Czyż sam mogę być miłosierny?"
W środku nocy obudził go zawzięty demon, którego włosy unosiły się za nim na wietrze.
- Kim jesteś, aby mówić o litości? - domagał się odpowiedzi - Czy posiadasz coś szczególnego?
- Mam to - odrzekł Lama - pokazując demonowi swego twardego jak stal penisa.
- Ach! On ma głowę jak jajko, trzon jak ryba, a podstawę jak świński ryj - wykrzyknął demon - Cóż to za dziwaczna bestia?
- Zaraz ci pokażę, co to za bestia! - rzekł Kunley i wprawił w ruch swój Płomienny Piorun Mądrości.
Uderzył demona w usta, miażdżąc mu zęby; ten czmychnął, ale następnie powrócił z pokojowym nastawieniem umysłu. Lama objaśnił mu Nauki i po daniu zapobiegawczych ślubowań, zobowiązał go do służenia Buddom. Odtąd demon z Wodo nie wyrządzał już szkody podróżnym.
Poniżej Shinkharab (w stronę Paro), Lama udał się do miejsca, o którym wiedział, iż zamieszkiwały je demonice, pożerające ludzkie ciało. Zaczekał pod drzewem i na koniec demonica przystąpiła do niego pod postacią pięknej kobiety.
- Skąd przybywasz? - zapytała.
- Z Tybetu - powiedział jej Lama. - A ty? Gdzie mieszkasz i co tutaj robisz?
- Żyję na przełęczy - wyjaśniła. - Zeszłam w dolinę, aby znaleźć sobie coś do zjedzenia i ubrania.
- Co jesz i w co się odziewasz? - spytał ją Lama.
- Jem ludzkie ciało, a odziewam się w ludzką skórę! - odparła z groźbą.
- Więc odziej się w to! - powiedział Lama, rozwijając swój napletek i okrywając nim dziewczynę. - W przyszłości może cię zmoczyć deszcz w lecie, a w zimie zmrozić lód!
Demonica stała się całkowicie bezradna, zobowiązana przez błogosławieństwo Lamy.
Lama Kunga Legpa zdecydował związać ślubowaniami Demona z Wong Gomsarkha (w rejonie Thlmphu), który groził wyniszczyć jego mieszkańców.
Z ukrytego poniżej doliny, niedostępnego miejsca, ten jadowity Wężowy Demon terroryzował ludzi żyjących na przyrzecznych terenach, porywał ich nocą, aż pozostała tam tylko jedna stara kobieta.
Kunley wkroczył na terytorium demona i położył się, używając swojego łuku, strzał i długiego miecza jako poduszki; obok siebie umieścił naczynie z tsampą, wciągnął brzuch, nieco tsampy rozsmarował na tylniej części ciała, czym pobudził erekcję. Leżąc na plecach, odpoczywał i oczekiwał na demona, który wkrótce nadszedł.
- Adzi! Adzi! - wykrzyknął demon - Cóż to jest? Nigdy nie widziałem czegoś podobnego! Ale może nadaje się to do zjedzenia.
Zawołał głośno na służące mu duchy żywiołów, które natychmiast pojawiły się w nieprawdopodobnej ilości, jak muchy nad zgniłym mięsem. Niektóre z nich myślały, że ciało jest martwe, lecz inne sądziły, że wciąż żyje.
- Lepiej nie jedzmy tego, dopóki nie stwierdzimy, co to właściwie jest - rzekł Diabeł Phuya - Ciało jest ciepłe, więc nie może być martwe; nie oddycha, a zatem nie jest żywe. W naczyniu jest tsampa, więc nie mógł umrzeć z głodu, brzuch ma pusty, nie mógł więc umrzeć z przejedzenia; pod głową trzyma broń, wygląda więc to na nieoczekiwaną śmierć ze strachu. Jego penis jest w ciągłej erekcji, zatem niedawno musiał być jeszcze żywy; w odbytnicy widać robaki, więc nie mógł umrzeć dzisiaj. Cokolwiek to jest, wydaje się być dla nas nieodpowiednie. Powinniśmy go zostawić.
- Cokolwiek zrobimy - powiedział Wężowy Demon - powinniśmy zjeść dzisiaj tę starą kobietę. Spotkamy się pod drzwiami jej domu o zmroku.
Po wyrażeniu zgody na ten plan, demony zniknęły.
Lama wstał i udał się do domu staruszki.
- Jak się miewasz, stara damo? - powitał ją.
- Witam cię - odparła - choć sama jestem w rozpaczy.
- Co się stało? - pocieszał ją Lama - Opowiedz mi o tym.
- Byłam niegdyś bogata - powiedziała - Lecz odkąd żaden Budda, ani Adept nie postawili swej stopy w tej ubogiej, leżącej na uboczu dolinie, demony wpadły w szał i zaczęły porywać ludzi i bydło. Sama nie spodziewam się przeżyć najbliższej nocy. Ty jesteś świętym człowiekiem i nie musisz tutaj pozostać. Odejdź, jeśli możesz, lub zostaniesz za życia zjedzony. Jeśli nie będzie mnie tutaj jutro, będziesz mógł zabrać z domu wszystko, co wartościowe, do utrzymania siebie lub w celu rozdzielenia wśród biednych.
W ten sposób wyraziła swą wolę.
- Nie jest tak źle, jak przypuszczasz - powiedział jej Lama - Zostanę tutaj w nocy z tobą. Czy masz choć trochę czungu?
- Mam, ale drobni bogowie i demony wykradli mu wilgoć - odparła - Nie wiem, czy w ziarnie pozostał jeszcze jakiś smak.
- Przynieś, to zobaczę - powiedział.
Lama pił, kiedy noc zapadła i u drzwi pojawiły się demony.
Załomotały w drzwi, a stara kobieta zaczęła krzyczeć w paroksyzmie strachu.
- Zostań tutaj - nakazał jej Lama - Zajmę się tym.
Schwycił w dłoń swój nabrzmiały penis i wypchnął go przez dziurę w drzwiach, dość dużą na to, aby pomieścić pięść i ten Płomienny Piorun Mądrości wepchnął w rozwarte czerwone usta, wybijając cztery zęby górne i cztery dolne.
- Coś uderzyło mnie w usta - dziko zawył demon i pierzchnął tarasami w dół, do rzeki w dolinie, aż dopadł jaskini zwanej Zwycięską Chorągwią Lwa, gdzie mniszka imieniem Lotosowe Samadhi siedziała w głębokiej medytacji.
- Naldziorma! Coś niesamowitego uderzyło mnie w usta - wrzasnął zdyszany.
- W porządku, gdzie się to zdarzyło i skąd przybyło? - spytała.
- Było to u starej kobiety w domu Gomsarkha. Jakiś dziwny człowiek, ani świecki, ani mnich, uderzył mnie płonącym żelaznym młotkiem - demon z trudem chwytał powietrze.
- Zostałeś uderzony magicznym przyrządem - powiedziała mu mniszka. Ten typ rany nigdy się nie goi. Jeśli w to wątpisz, spójrz.
Podniosła spódnicę i rozwarła nogi. - Tę ranę spowodowała ta sama broń. Nie można jej uleczyć.
Demon włożył tam swój palec i uniósł go do nosa.
- Akha! kha! Ta rana jest zgniła i przypuszczam, że z moją stanie się to samo - jęknął. - Co mam uczynić?
- Posłuchaj mnie, a powiem ci - rzekła mniszka - Wracaj do człowieka, który ci to zrobił, jeszcze tam jest. Nazywa się Drukpa Kunley. Ofiaruj mu swoje życie i ślubuj nigdy nie szkodzić żyjącym stworzeniom. To być może cię wyleczy.
Demon przyjął tę radę i powrócił do domu, gdzie oczekiwał go Lama. Skłonił się przed Lamą i powiedział:
- Jestem do twojej dyspozycji. Ofiaruję ci swoje życie.
Lama położył swój Piorun na głowie demona i wyświęcił go na świeckiego praktykującego, wiążąc go niższymi ślubowaniami. Nadał mu imię Wół-Diabeł i obdarzył go tytułem Strażnika Dharmy. Nawet dziś jest on Mistrzem Gomsarkha i ciągle składa mu się ofiary.
Przechodząc powyżej doliny rzeki Lhangtso, Lama ujrzał przerażającą postać Demonicy Lhadzong, która ukazała mu się odziana w absurdalny, niekonwencjonalny ubiór. Natychmiast wzniósł swój Płomienny Piorun Mądrości do góry, a ona, nie będąc w stanie znieść widoku tej magicznej wieży, zmieniła się w Jadowitego Węża. Lama postawił stopę na jej głowie i zamienił w kamień, który dziś jeszcze można ujrzeć w połowie głównej drogi.
W międzyczasie Drukpa Kunley przybył z Nangkatse, aby odszukać swoją strzałę. Przekroczył przełęcz Phari Tremo-La i zszedł do południowych dolin, prawdziwego schronienia ludzi. Pomiędzy Phari a Paro, przy skale Wodo, napotkał kilku obozujących tam podróżnych, i zapytał, czy może przyłączyć się do nich na noc. Wskazali mu wejście do jaskini. Zanim usnęli, usłyszał ich mamrotanie: "Miej litość nad nami, Panie Demonów Wodo."
Zanim Lama usnął, powiedział do siebie: "Czyż sam mogę być miłosierny?"
W środku nocy obudził go zawzięty demon, którego włosy unosiły się za nim na wietrze.
- Kim jesteś, aby mówić o litości? - domagał się odpowiedzi - Czy posiadasz coś szczególnego?
- Mam to - odrzekł Lama - pokazując demonowi swego twardego jak stal penisa.
- Ach! On ma głowę jak jajko, trzon jak ryba, a podstawę jak świński ryj - wykrzyknął demon - Cóż to za dziwaczna bestia?
- Zaraz ci pokażę, co to za bestia! - rzekł Kunley i wprawił w ruch swój Płomienny Piorun Mądrości.
Uderzył demona w usta, miażdżąc mu zęby; ten czmychnął, ale następnie powrócił z pokojowym nastawieniem umysłu. Lama objaśnił mu Nauki i po daniu zapobiegawczych ślubowań, zobowiązał go do służenia Buddom. Odtąd demon z Wodo nie wyrządzał już szkody podróżnym.
Poniżej Shinkharab (w stronę Paro), Lama udał się do miejsca, o którym wiedział, iż zamieszkiwały je demonice, pożerające ludzkie ciało. Zaczekał pod drzewem i na koniec demonica przystąpiła do niego pod postacią pięknej kobiety.
- Skąd przybywasz? - zapytała.
- Z Tybetu - powiedział jej Lama. - A ty? Gdzie mieszkasz i co tutaj robisz?
- Żyję na przełęczy - wyjaśniła. - Zeszłam w dolinę, aby znaleźć sobie coś do zjedzenia i ubrania.
- Co jesz i w co się odziewasz? - spytał ją Lama.
- Jem ludzkie ciało, a odziewam się w ludzką skórę! - odparła z groźbą.
- Więc odziej się w to! - powiedział Lama, rozwijając swój napletek i okrywając nim dziewczynę. - W przyszłości może cię zmoczyć deszcz w lecie, a w zimie zmrozić lód!
Demonica stała się całkowicie bezradna, zobowiązana przez błogosławieństwo Lamy.
Lama Kunga Legpa zdecydował związać ślubowaniami Demona z Wong Gomsarkha (w rejonie Thlmphu), który groził wyniszczyć jego mieszkańców.
Z ukrytego poniżej doliny, niedostępnego miejsca, ten jadowity Wężowy Demon terroryzował ludzi żyjących na przyrzecznych terenach, porywał ich nocą, aż pozostała tam tylko jedna stara kobieta.
Kunley wkroczył na terytorium demona i położył się, używając swojego łuku, strzał i długiego miecza jako poduszki; obok siebie umieścił naczynie z tsampą, wciągnął brzuch, nieco tsampy rozsmarował na tylniej części ciała, czym pobudził erekcję. Leżąc na plecach, odpoczywał i oczekiwał na demona, który wkrótce nadszedł.
- Adzi! Adzi! - wykrzyknął demon - Cóż to jest? Nigdy nie widziałem czegoś podobnego! Ale może nadaje się to do zjedzenia.
Zawołał głośno na służące mu duchy żywiołów, które natychmiast pojawiły się w nieprawdopodobnej ilości, jak muchy nad zgniłym mięsem. Niektóre z nich myślały, że ciało jest martwe, lecz inne sądziły, że wciąż żyje.
- Lepiej nie jedzmy tego, dopóki nie stwierdzimy, co to właściwie jest - rzekł Diabeł Phuya - Ciało jest ciepłe, więc nie może być martwe; nie oddycha, a zatem nie jest żywe. W naczyniu jest tsampa, więc nie mógł umrzeć z głodu, brzuch ma pusty, nie mógł więc umrzeć z przejedzenia; pod głową trzyma broń, wygląda więc to na nieoczekiwaną śmierć ze strachu. Jego penis jest w ciągłej erekcji, zatem niedawno musiał być jeszcze żywy; w odbytnicy widać robaki, więc nie mógł umrzeć dzisiaj. Cokolwiek to jest, wydaje się być dla nas nieodpowiednie. Powinniśmy go zostawić.
- Cokolwiek zrobimy - powiedział Wężowy Demon - powinniśmy zjeść dzisiaj tę starą kobietę. Spotkamy się pod drzwiami jej domu o zmroku.
Po wyrażeniu zgody na ten plan, demony zniknęły.
Lama wstał i udał się do domu staruszki.
- Jak się miewasz, stara damo? - powitał ją.
- Witam cię - odparła - choć sama jestem w rozpaczy.
- Co się stało? - pocieszał ją Lama - Opowiedz mi o tym.
- Byłam niegdyś bogata - powiedziała - Lecz odkąd żaden Budda, ani Adept nie postawili swej stopy w tej ubogiej, leżącej na uboczu dolinie, demony wpadły w szał i zaczęły porywać ludzi i bydło. Sama nie spodziewam się przeżyć najbliższej nocy. Ty jesteś świętym człowiekiem i nie musisz tutaj pozostać. Odejdź, jeśli możesz, lub zostaniesz za życia zjedzony. Jeśli nie będzie mnie tutaj jutro, będziesz mógł zabrać z domu wszystko, co wartościowe, do utrzymania siebie lub w celu rozdzielenia wśród biednych.
W ten sposób wyraziła swą wolę.
- Nie jest tak źle, jak przypuszczasz - powiedział jej Lama - Zostanę tutaj w nocy z tobą. Czy masz choć trochę czungu?
- Mam, ale drobni bogowie i demony wykradli mu wilgoć - odparła - Nie wiem, czy w ziarnie pozostał jeszcze jakiś smak.
- Przynieś, to zobaczę - powiedział.
Lama pił, kiedy noc zapadła i u drzwi pojawiły się demony.
Załomotały w drzwi, a stara kobieta zaczęła krzyczeć w paroksyzmie strachu.
- Zostań tutaj - nakazał jej Lama - Zajmę się tym.
Schwycił w dłoń swój nabrzmiały penis i wypchnął go przez dziurę w drzwiach, dość dużą na to, aby pomieścić pięść i ten Płomienny Piorun Mądrości wepchnął w rozwarte czerwone usta, wybijając cztery zęby górne i cztery dolne.
- Coś uderzyło mnie w usta - dziko zawył demon i pierzchnął tarasami w dół, do rzeki w dolinie, aż dopadł jaskini zwanej Zwycięską Chorągwią Lwa, gdzie mniszka imieniem Lotosowe Samadhi siedziała w głębokiej medytacji.
- Naldziorma! Coś niesamowitego uderzyło mnie w usta - wrzasnął zdyszany.
- W porządku, gdzie się to zdarzyło i skąd przybyło? - spytała.
- Było to u starej kobiety w domu Gomsarkha. Jakiś dziwny człowiek, ani świecki, ani mnich, uderzył mnie płonącym żelaznym młotkiem - demon z trudem chwytał powietrze.
- Zostałeś uderzony magicznym przyrządem - powiedziała mu mniszka. Ten typ rany nigdy się nie goi. Jeśli w to wątpisz, spójrz.
Podniosła spódnicę i rozwarła nogi. - Tę ranę spowodowała ta sama broń. Nie można jej uleczyć.
Demon włożył tam swój palec i uniósł go do nosa.
- Akha! kha! Ta rana jest zgniła i przypuszczam, że z moją stanie się to samo - jęknął. - Co mam uczynić?
- Posłuchaj mnie, a powiem ci - rzekła mniszka - Wracaj do człowieka, który ci to zrobił, jeszcze tam jest. Nazywa się Drukpa Kunley. Ofiaruj mu swoje życie i ślubuj nigdy nie szkodzić żyjącym stworzeniom. To być może cię wyleczy.
Demon przyjął tę radę i powrócił do domu, gdzie oczekiwał go Lama. Skłonił się przed Lamą i powiedział:
- Jestem do twojej dyspozycji. Ofiaruję ci swoje życie.
Lama położył swój Piorun na głowie demona i wyświęcił go na świeckiego praktykującego, wiążąc go niższymi ślubowaniami. Nadał mu imię Wół-Diabeł i obdarzył go tytułem Strażnika Dharmy. Nawet dziś jest on Mistrzem Gomsarkha i ciągle składa mu się ofiary.
Przechodząc powyżej doliny rzeki Lhangtso, Lama ujrzał przerażającą postać Demonicy Lhadzong, która ukazała mu się odziana w absurdalny, niekonwencjonalny ubiór. Natychmiast wzniósł swój Płomienny Piorun Mądrości do góry, a ona, nie będąc w stanie znieść widoku tej magicznej wieży, zmieniła się w Jadowitego Węża. Lama postawił stopę na jej głowie i zamienił w kamień, który dziś jeszcze można ujrzeć w połowie głównej drogi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

