środa, 15 lutego 2012

Zupa z twardzioszków czosnaczków

Skład:
  • zupa pieczarkowa w proszku "jak u mamy" Winiary - 1 paczka.
  • woda - jakieś 2 i 2/3 szklanki o pojemności około 200ml
  • duży ząbek czosnku
  • oregano - szczypta
  • kminek - szczypta
  • koperek - szczypta
  • natka pietruszki - łyżeczka na oko
  • masło - czubata łyżka na oko
  • garnek
  • przykrywka
Wodę wlać do garnka, dodać proszek z twardzioszkami pieczarek, rozmieszać, postawić na małym ogniu. W tym czasie ząbek czosnku pokroić na małe kawałki lub/i plasterki i dodać do roztworu. Gdy zacznie się gotować dosypać przyprawy, zmniejszyć ogień i położyć przykrywkę. Odwrócić się.
Po usłyszeniu że kipi i wylaniu poza garnek 1/3 zupy wraz ze sporą częścią zielska - to co zostaje w kawałkach musi być już tylko twardzioszkiem czosnaczkiem skoro nie opuściło garnka z ukropem - dodać masło i gotować bez przykrywki około 10 minut.

niedziela, 12 lutego 2012

Forma


                                 i
                                 z
   szeptaniem ciszy            lisią
    zaklętych snów             maską
     pajęcza myśl              liczy
     owija ofiarę              słowa
     siecią słowa              listu
       oddechem                mroku
         zimy                  tańca
          co                   myśli
         lśni             wieczności snów 
          tu                umykających 
          na                   darów
         dnie                  ciszy
      kryształem             zawartych
    zadanych jadów         wrotach ułudy 
============================================
============================================ 

środa, 8 lutego 2012

L4

Przeziębiłem się i od poniedziałku mam L4, tabletek za 84 zeta i półsenne noce z zapchanym nosem.
Poniedziałek minął spokojnie.
Wtorek - brak neta po tym jak w nocy padło zasilanie i serwery. Zdechł DNS. Konfiguracja rutka. Praca zdalna.
Środa - rekonfiguracja ksera - po podłączeniu HDD w piątek przez serwis, zaczęło wysyłać komunikaty informacyjne na adres poprzedniego właściciela. Praca zdalna.
Czwartek - ?
Piątek - ?

sobota, 21 stycznia 2012

Senność

taneczny korowód znika
         w blasku nocy
                pomocy
            ach pomocy
          gdzie siniec
   szczyci się Rafaela
merkuriusza blazą
              z odrazą
Klio na świat spogląda
i łamie harfy
i niszczy hafty
i zamyka oczy
        ipn się droczy
        a muzy tańczą
              tańczą
             tańczą
w odwiecznym szaleństwie dziejów
ludzi

myku myk
opada kurtyna
wznosi się suflera kpina
patosem zmarłych
              czynów
                  zapomnienia
      
jestem martwy
a żywy
kim jestem
cieniem siebie
     zapomnieniem
        wspomnieniem
duchem
przegranych świąt
hazardem losu fortuny
autorem
zmowy

alefie roboczy ludu
co kamień swój toczysz
opada
   opada
      opada
wina sąsiada

lepsze niż własne
słowa

zmowa
ach ta zmowa

dotknięciem mocy
        z procy
upada
  Goliata
    szmata
   figowa
i pokazuje
martwotę
uczuć

nagość brzasku
koniec początku

środa, 7 grudnia 2011

Drukpa Kunley

4. O TYM, JAK DRUKPA KUNLEY WALCZYŁ Z DEMONAMI BHUTANU
W międzyczasie Drukpa Kunley przybył z Nangkatse, aby odszukać swoją strzałę. Przekroczył przełęcz Phari Tremo-La i zszedł do południowych dolin, prawdziwego schronienia ludzi. Pomiędzy Phari a Paro, przy skale Wodo, napotkał kilku obozujących tam podróżnych, i zapytał, czy może przyłączyć się do nich na noc. Wskazali mu wejście do jaskini. Zanim usnęli, usłyszał ich mamrotanie: "Miej litość nad nami, Panie Demonów Wodo."
Zanim Lama usnął, powiedział do siebie: "Czyż sam mogę być miłosierny?"
W środku nocy obudził go zawzięty demon, którego włosy unosiły się za nim na wietrze.
- Kim jesteś, aby mówić o litości? - domagał się odpowiedzi - Czy posiadasz coś szczególnego?
- Mam to - odrzekł Lama - pokazując demonowi swego twardego jak stal penisa.
- Ach! On ma głowę jak jajko, trzon jak ryba, a podstawę jak świński ryj - wykrzyknął demon - Cóż to za dziwaczna bestia?
- Zaraz ci pokażę, co to za bestia! - rzekł Kunley i wprawił w ruch swój Płomienny Piorun Mądrości.
Uderzył demona w usta, miażdżąc mu zęby; ten czmychnął, ale następnie powrócił z pokojowym nastawieniem umysłu. Lama objaśnił mu Nauki i po daniu zapobiegawczych ślubowań, zobowiązał go do służenia Buddom. Odtąd demon z Wodo nie wyrządzał już szkody podróżnym.
Poniżej Shinkharab (w stronę Paro), Lama udał się do miejsca, o którym wiedział, iż zamieszkiwały je demonice, pożerające ludzkie ciało. Zaczekał pod drzewem i na koniec demonica przystąpiła do niego pod postacią pięknej kobiety.
- Skąd przybywasz? - zapytała.
- Z Tybetu - powiedział jej Lama. - A ty? Gdzie mieszkasz i co tutaj robisz?
- Żyję na przełęczy - wyjaśniła. - Zeszłam w dolinę, aby znaleźć sobie coś do zjedzenia i ubrania.
- Co jesz i w co się odziewasz? - spytał ją Lama.
- Jem ludzkie ciało, a odziewam się w ludzką skórę! - odparła z groźbą.
- Więc odziej się w to! - powiedział Lama, rozwijając swój napletek i okrywając nim dziewczynę. - W przyszłości może cię zmoczyć deszcz w lecie, a w zimie zmrozić lód!
Demonica stała się całkowicie bezradna, zobowiązana przez błogosławieństwo Lamy.
Lama Kunga Legpa zdecydował związać ślubowaniami Demona z Wong Gomsarkha (w rejonie Thlmphu), który groził wyniszczyć jego mieszkańców.
Z ukrytego poniżej doliny, niedostępnego miejsca, ten jadowity Wężowy Demon terroryzował ludzi żyjących na przyrzecznych terenach, porywał ich nocą, aż pozostała tam tylko jedna stara kobieta.
Kunley wkroczył na terytorium demona i położył się, używając swojego łuku, strzał i długiego miecza jako poduszki; obok siebie umieścił naczynie z tsampą, wciągnął brzuch, nieco tsampy rozsmarował na tylniej części ciała, czym pobudził erekcję. Leżąc na plecach, odpoczywał i oczekiwał na demona, który wkrótce nadszedł.
- Adzi! Adzi! - wykrzyknął demon - Cóż to jest? Nigdy nie widziałem czegoś podobnego! Ale może nadaje się to do zjedzenia.
Zawołał głośno na służące mu duchy żywiołów, które natychmiast pojawiły się w nieprawdopodobnej ilości, jak muchy nad zgniłym mięsem. Niektóre z nich myślały, że ciało jest martwe, lecz inne sądziły, że wciąż żyje.
- Lepiej nie jedzmy tego, dopóki nie stwierdzimy, co to właściwie jest - rzekł Diabeł Phuya - Ciało jest ciepłe, więc nie może być martwe; nie oddycha, a zatem nie jest żywe. W naczyniu jest tsampa, więc nie mógł umrzeć z głodu, brzuch ma pusty, nie mógł więc umrzeć z przejedzenia; pod głową trzyma broń, wygląda więc to na nieoczekiwaną śmierć ze strachu. Jego penis jest w ciągłej erekcji, zatem niedawno musiał być jeszcze żywy; w odbytnicy widać robaki, więc nie mógł umrzeć dzisiaj. Cokolwiek to jest, wydaje się być dla nas nieodpowiednie. Powinniśmy go zostawić.
- Cokolwiek zrobimy - powiedział Wężowy Demon - powinniśmy zjeść dzisiaj tę starą kobietę. Spotkamy się pod drzwiami jej domu o zmroku.
Po wyrażeniu zgody na ten plan, demony zniknęły.
Lama wstał i udał się do domu staruszki.
- Jak się miewasz, stara damo? - powitał ją.
- Witam cię - odparła - choć sama jestem w rozpaczy.
- Co się stało? - pocieszał ją Lama - Opowiedz mi o tym.
- Byłam niegdyś bogata - powiedziała - Lecz odkąd żaden Budda, ani Adept nie postawili swej stopy w tej ubogiej, leżącej na uboczu dolinie, demony wpadły w szał i zaczęły porywać ludzi i bydło. Sama nie spodziewam się przeżyć najbliższej nocy. Ty jesteś świętym człowiekiem i nie musisz tutaj pozostać. Odejdź, jeśli możesz, lub zostaniesz za życia zjedzony. Jeśli nie będzie mnie tutaj jutro, będziesz mógł zabrać z domu wszystko, co wartościowe, do utrzymania siebie lub w celu rozdzielenia wśród biednych.
W ten sposób wyraziła swą wolę.
- Nie jest tak źle, jak przypuszczasz - powiedział jej Lama - Zostanę tutaj w nocy z tobą. Czy masz choć trochę czungu?
- Mam, ale drobni bogowie i demony wykradli mu wilgoć - odparła - Nie wiem, czy w ziarnie pozostał jeszcze jakiś smak.
- Przynieś, to zobaczę - powiedział.
Lama pił, kiedy noc zapadła i u drzwi pojawiły się demony.
Załomotały w drzwi, a stara kobieta zaczęła krzyczeć w paroksyzmie strachu.
- Zostań tutaj - nakazał jej Lama - Zajmę się tym.
Schwycił w dłoń swój nabrzmiały penis i wypchnął go przez dziurę w drzwiach, dość dużą na to, aby pomieścić pięść i ten Płomienny Piorun Mądrości wepchnął w rozwarte czerwone usta, wybijając cztery zęby górne i cztery dolne.
- Coś uderzyło mnie w usta - dziko zawył demon i pierzchnął tarasami w dół, do rzeki w dolinie, aż dopadł jaskini zwanej Zwycięską Chorągwią Lwa, gdzie mniszka imieniem Lotosowe Samadhi siedziała w głębokiej medytacji.
- Naldziorma! Coś niesamowitego uderzyło mnie w usta - wrzasnął zdyszany.
- W porządku, gdzie się to zdarzyło i skąd przybyło? - spytała.
- Było to u starej kobiety w domu Gomsarkha. Jakiś dziwny człowiek, ani świecki, ani mnich, uderzył mnie płonącym żelaznym młotkiem - demon z trudem chwytał powietrze.
- Zostałeś uderzony magicznym przyrządem - powiedziała mu mniszka. Ten typ rany nigdy się nie goi. Jeśli w to wątpisz, spójrz.
Podniosła spódnicę i rozwarła nogi. - Tę ranę spowodowała ta sama broń. Nie można jej uleczyć.
Demon włożył tam swój palec i uniósł go do nosa.
- Akha! kha! Ta rana jest zgniła i przypuszczam, że z moją stanie się to samo - jęknął. - Co mam uczynić?
- Posłuchaj mnie, a powiem ci - rzekła mniszka - Wracaj do człowieka, który ci to zrobił, jeszcze tam jest. Nazywa się Drukpa Kunley. Ofiaruj mu swoje życie i ślubuj nigdy nie szkodzić żyjącym stworzeniom. To być może cię wyleczy.
Demon przyjął tę radę i powrócił do domu, gdzie oczekiwał go Lama. Skłonił się przed Lamą i powiedział:
- Jestem do twojej dyspozycji. Ofiaruję ci swoje życie.
Lama położył swój Piorun na głowie demona i wyświęcił go na świeckiego praktykującego, wiążąc go niższymi ślubowaniami. Nadał mu imię Wół-Diabeł i obdarzył go tytułem Strażnika Dharmy. Nawet dziś jest on Mistrzem Gomsarkha i ciągle składa mu się ofiary.
Przechodząc powyżej doliny rzeki Lhangtso, Lama ujrzał przerażającą postać Demonicy Lhadzong, która ukazała mu się odziana w absurdalny, niekonwencjonalny ubiór. Natychmiast wzniósł swój Płomienny Piorun Mądrości do góry, a ona, nie będąc w stanie znieść widoku tej magicznej wieży, zmieniła się w Jadowitego Węża. Lama postawił stopę na jej głowie i zamienił w kamień, który dziś jeszcze można ujrzeć w połowie głównej drogi.

piątek, 25 listopada 2011

Homework

Zadanie domowe cz.1
Słoiczek na krem.

wtorek, 15 listopada 2011

Dharma

Perła mądrości
Źródło ma w prawdzie
Jak dojść do wnętrza
Nie ufać warstwie

Jak mądrość ocalić
W świecie ślepej wiary
Zwątpić w kolory
Początek jest stary

Jak siebie ocalić
Wśród nauk tysięcy
Dać światu blask perły
Szukając czegoś więcej

Świat bez iluzji
Pełen jest cierpienia
Lecz żadna z nich
Tego nie zmienia

Perła mądrości
Kolorowe szkiełko
Mądrość w jej wnętrzu
Na zewnątrz świecidełko

Gdy poznajesz nauki
Myśl czego się uczysz
Czy podważysz słowa
Wszak nie jesteś głupi

Pomyłki wszak czasem
Po to są celowe
By rozróżnić perłę
Od tego co ma w sobie

Dharma zaś uczy korzyści iluzji
Co jest iluzją dla autora - buddy

poniedziałek, 14 listopada 2011

Komentarze

Motto:
Budda uczynił zasadą swojego życia unikanie bezcelowych i niepotrzebnych dyskusji.
Czy jest sens komentowania czegokolwiek w ogólnie dostępnych tabloidach, artykułów i newsów sieciowych periodyków? Kogo interesuje zdanie przeciętnego Kowalskiego sprzed powiedzmy 3 lat na portalu sportowym? Dla kogo był ten post - czy udowadniał piszącemu, że ma na cośkolwiek wpływ i że jego zdanie też się liczy? Z jakim efektem? Czy brak efektu był wart poświęconemu czasowi na komentowanie? Kłótnie o to czy np. produkty Apple są lepsze od Microsoftu? Czy faktycznie nie było efektu... Poza subiektywnym doznaniem satysfakcji z udowodnienia sobie, że ma się coś do powiedzenia? Poza subiektywną wiarą, że moje zdanie się liczy? Czy lepiej zatem milczeć?
Wolter by się na pewno z tym nie zgodził.
Czasem mam wrażenie że każda informacja dochodząca z otoczenia jest ważna, choć interpretacja każdej nie jest zazwyczaj poprawna, choć może dopiero po latach docierają do umysłu pewne prawdy z nią związane. Czasem jest to przypomnienie sobie urywka filmu, książki, wiadomości... Informacji która wydaje się ważna z subiektywnego punktu widzenia w celu dalszego rozwoju lub - nieco bardziej sensownego - wpłynięcia na rzeczywistość. Czasem drobne prawdy są ważne w celu znalezienia większej całości, zaś to co tu się liczy to czas. Czas poświęcony danej kwestii. Czas poświęcony np. na komentarze które mało kto czytuje, może poza zainteresowanymi autorami komentowanych artykułów i wiecznie szukających adwersarzy negaczy postawionych tez, marnujących zarówno czas swój jak i innych na niekreatywne rozważania. Czy lepszy jest iPod czy jakiś inny gadget. Zwłaszcza, gdy w tym samym czasie ktoś gdzieś jest torturowany, umiera z głodu, jest zamykany w więzieniu za jakiś głupawy komentarz w niezbyt odpowiednim towarzystwie.
Po co zatem komentować treści, których autorzy zmienią je co najwyżej odrobinę jeśli zwróci im się uwagę na rażące błędy ortograficzne czy merytoryczne? A i to nie zawsze.
Nie wiedząc nic odkrywać to co dawno odkryte.
W informacyjnym szumie który mnie otacza, dostrzegam tylko to co zostaje wybrane, drobną cząstkę całości, która zniechęca do poszukiwań. Bo już gdzieś to już jest. Więc po co samemu jeszcze poszukiwać? Mentalna starość świadomości zrozumienia. Subiektywna i zwodnicza.
Patrząc w moje "okienko na świat" stwierdziłem, że zbyt łatwo dotknąć oceanu nie dochodząc nawet do źródła w swoim własnym mieście. To mało odkrywcze. Ale czasem łatwiej skomunikować się z osobą na drugim końcu świata, niż z własną rodziną.
No i po co ja to piszę? Miało być o komentarzach.
Komentarzach i urywkach wypowiedzi na które mnóstwo osób marnuje czas wykazując się przed sobą własnym "ja" i starając się w większym lub mniejszym stopniu wpłynąć na innych interlokutorów, czytelników danego artykułu. Widząc jakiś cel - błąd lub prawdę zawartą w tekście z którymi chce się zgodzić lub poróżnić. Zaiste ciekawe czy aproksymując zgody i negacje zawarte w komentarzach do pojedynczego artykułu wynikałoby z nich jak ogólnie wykrój świata widzi dany tekst? Niestety w obecnych czasach trzeba by do tego dodawać poprawki na płatnych kłamców i propagatorów czy to marek czy politycznych opcji.
Jakoś umknął mi cel pisania tego posta...
No tak.
Pozostało smutne, bezcelowe wpatrywanie się w ekran i klawiaturę laptopa przy dźwiękach internetowego radia nadającego cośtam cośtam Vivaldiego.
Jutro trzeba kupić nową "żarówkę energooszczędną" czyli świetlówkę z gwintem E27.
A dziś kolejny dzień samotnego marnotrastwa życia przy jakiejś gierce, filmie czy serialu...
Bez komentarza.

niedziela, 2 października 2011

Przed i po

Sobota, wieczór przed zajęciami:
  • "Green Lantern"
  • "Transformers 3"
  • "Impostor"
Niedziela wieczór, po zajęciach.
Wnioski:
  1. Wiedza o tym co to jest i do czego służy sekstans wkrótce zaginie - 20% grupy z prowadzącą włącznie, dającą ćwiczenie z bezludną wyspą, ma o tym niejakie pojęcie
  2. Najszybciej zajęcia z ekonomiki prowadzą nauczyciele nie pracujący w zawodzie
  3. Trzeba kupić sobie czarny flamaster i powycinać śliwki na rysunek i liternictwo (oraz inne takie)
  4. Czasem ma się powtórkę z rozrywki gdy prowadzącemu pomylą się podstawy ekonomii z ekonomiką
Rysunek i liternictwo zapowiada się interesująco.

poniedziałek, 12 września 2011

Mozart

Afirmacja: "okruch drąży skałę"
Wizualizacja: wiele wirujących, płonących run "kenaz"
Kamień: karneol